No i dobra, w życiu, kurwa, nie należy być od nikogo zależnym

Zauważyłam, że do niektórych osób piszę bardziej z przyzwyczajenia niż z potrzeby. Czasami potrafię złożyć kilka głupich i nieskładnych zdań, a następnie ich nie wysłać, bo powstaje w mej głowie pytanie “po co?”. Tak naprawdę, to zdarza mi się to bardzo często. To jest chyba tak, że jak już raz ktoś zrobi coś, co mnie istotnie wkurzy, to później nie potrafię już traktować jej tak samo, tylko z należytym, do występku, nastawieniem. I nie potrafię ufać komuś, kto pokazał mi nieraz, że ma mnie ewidentnie w dupie, a to, że odzywa się tylko, jak już nie ma chłopaka/dziewczyny tylko pogarsza sytuację. Więc tak, przyzwyczajenie mną kieruje, a nie potrzeba bliskości z tą osobą. I nie lubię też jak ktoś spędza ze mną więcej czasu w momencie, gdy jej skończyły się pieniądze, a ja mam ich dużo. “Chodź z nami, tylko weź kasę”. Lub, gdy ktoś ma “wielki” problem i od razu chce ze mną o tym pogadać, lecz w momencie, gdy ja potrzebuję, żeby ktoś mnie wysłuchał, to ta sama osoba podchodzi do tego, jakby moje problemy były trywialne, chociaż nie różnią się wcale od jego.

O, i nie lubię, jak mi się chłopak narzuca. Życie to życie, prawie nigdy nie dostajesz tego, czego chcesz. Jestem miła dla nich, bo taką mam naturę. A oni wyobrażają sobie od razu, że jestem chętna na wszystko. No cóż, nie jestem!

A jak już spotykam chłopaka moich marzeń, to jest on zbyt idealny, żeby był prawdziwy. Jest prawie ideą i może niech tak zostanie, bo inaczej umarłabym ze szczęścia. Taa…

I kocham Karusia. Jest najlepszy. I wkurwia na maxa sometimes, ale ogólnie to żyć bez niego nie mogę. I to właśnie Karuś posiada kolegę, który jest marzeniem. On mnie z nim zapoznał i postarał się, żebym spędziła z nim jak najwięcej czasu :) Brat to skarb największy.

Add comment kwiecień 27, 2008

Does this darkness have a name?

Does this darkness have a name?
This cruelty, this hatred?
How did it find us?
Did it steal into our lives or did we seek it out and embrace it?
What happened to us?
That we now send our children into the world like we send young men to war hoping for their safe return.
But knowing that some will be lost along the way.
When did we lose our way?
Consumed by the shadows; swallowed whole by the darkness.
Does this darkness have a name?
Is it your name?

~~ One Tree Hill
Is it your name?

Add comment kwiecień 16, 2008

26 March 2008

21
pierwsze życzenia o 5:31 - GN, ze słoneczkiem, które dopiero teraz zauważyłam :P
od samego rana raz świeciło słońce, raz padał deszcz
kręcone włosy, biała bluza w groszki, różowa pod spodem, czarne spodnie
44 sweethearts
piosenka dnia - Earlimart Fakey Fake
07:07
16:16
najgorszy moment - życzenia od S.
najlepszy moment - życzenia od KT, co dziwne
“wielkiego drzew pomarańczowego za oknem” - AJ
i te całkowicie spontaniczne wyjście na bilard
pizza hot as fuck!
i jedno piwo z sokiem :)

i tak kojarzą mi się tegoroczne urodziny…

a tak poza tym, to o 23:00 skończyłam tak naprawdę 21 lat :)

a 2+6+3+2+8=21, tak nawiązując do mojego zamiłowania cyframi ;)

Add comment kwiecień 8, 2008

ale to jest chuć!

bo chciałabym napisać o tych wszystkich ślicznych filmach, które ostatnio widziałam, i o tych wszystkich pięknych, które jeszcze mam zamiar obejrzeć w przyszłości bliższej i dalszej, i o książkach, które czytam, bądź czytałam, i o moich urodzinach, które były niedawno, ale na tyle są już odległe, że nie jest chyba zbyt rozsądnie do nich wracać… but fuck this!, zrobię to jutro. I właśnie mam przeogromną chęć napisania o tych wszystkich rzeczach, które sprawiły mi ostatnio tyle radości, ALE… jestem leniwa as fuck! I dlatego tak dawno nic się tu nie pojawiło. O! Jednakże, z racji tego, iż pragnę niezmiernie wyłowić z siebie chociaż kilka ładnych słów i myśli, jutro przeniosę tu mój urodzinowy dzień :) i tak będzie miło.
bardzo.
tak.

Add comment kwiecień 7, 2008

I need to know that it’s possible that two people can stay happy together forever.

In my opinion, the best thing you can do is find a person who loves you for exactly what you are. Good mood, bad mood, ugly, pretty, handsome, what have you, the right person will still think the sun shines out your ass. That’s the kind of person that’s worth sticking with.
~~ Juno

Add comment marzec 18, 2008

how to dissapear completely

Kolega śmieje się ze mnie, że oglądam cały czas seriale dla nastolatków. Taki One Tree Hill, na przykład. I jak zaczęłam się nad tym zastanawiać, to oglądam je, bo moje własne życie wydaje mi się takie nudne. Jednakże, gdyby wybrać kilka takich wątków “specjalnych” z tego, co przeszłam, to można by robić z tego całkiem niezłe scenariusze do kolejnych odcinków takowego serialu.
Takie Zgrzyty. Ledwo zdążyłam pogodzić się z S., a już kóncówkę koncertu spędziłam pod sceną w objęciach M. Kill me, than call me a whore. S. się dowiedział i znów nie rozmawia ze mną. I tak, oczywiście, byłam pijana. Cały post bez alkoholu, ale będąc tam nie wytrzymałam, z różnych dziwnych powodów, w które nawet nie chcę wnikać. P. praktycznie wyzwał mnie od dziwek, a Karuś dosłownie to zrobił, za co przepraszał mnie następnego dnia. Nie byłam na niego zła za to, bo wiem, że się martwi o mnie. To mój brat, jak mógłby się nie martwić. Zdziwiłabym się, gdyby mnie nie wyzwał. Wtedy było by coś nie tak.

W kwestii Zgrzytów jeszcze: pod względem muzycznym było nawet ok. Keep The Change nadają się do tego, by być na scenie. Tylko wydaje mi się, że to zasługa Boskich, bo oni wyglądają dobrze z gitarami, osnuci kolorowymi światłami, w kłębach dymu. Jakby do tego celu zostali stworzeni :) To, co mnie zmartwiło, to zachowanie ludzi po niedzielnym koncercie. Na jednej ze stron znalazłam dyskusję (jeśli można to było tak nazwać) na ten temat i nie mogłam uwierzyć, że ludzie mogą być tacy chamscy. Śmiali się z wyglądu niektórych zespołów, jakby to było najważniejsze, nie zwracając uwagi na muzykę. A chyba o nią właśnie chodzi. Szczerze, nie obchodzi mnie, jak wygląda zespół, dopóki gra dobrze i miło się go słucha. Piękni członkowie zespołu, to tylko miły dodatek dla oczu. A tu ludzie jechali po niektórych, bo to mieli grzywki śmieszne, łazili z gitarami i się w ten sposób chwalili, że są muzykami (czyli słabo się chwalili, bo nie widziałam tego), palili papierosa na scenie (no proszę, już nawet tego człowiekowi nie można robić!) i jeszcze inne, głupie, rzeczy, mało istotne. Potrafią krytykować, ale żeby wydali jakąś jedną konstruktywną krytykę, to nie.

O, i postanowiłam, że jednak chcę mieć chłopaka.
I ładne włosy.
I ubrania.

Add comment marzec 14, 2008

under the stars talking about love meaning. Well, I wasn’t dreaming I meant every word

Brakuje mi miłości? Zależy jakiej.

Rodzicielskiej mam pod dostatkiem. Okazują mi to na każdym kroku. Wtedy jak przyszłam po płynach, załamana jak nigdy, gdy mama była smutniejsza ode mnie, tata przytulał mnie, chociaż normalnie trzeba go do tego zmuszać. Cieszą się z moich sukcesów, przeżywają moje porażki. Traktują, jakbym miała wciąż 10 lat, a ja to lubię.

Miłość mojego brata? Przychodzi do mnie z każdym problemem. Chyba nie mamy przed sobą tajemnic. A jego miłość jest szczególnie ogromna rano, gdy prosi o śniadanie i gdy daje mi koszulę 5 minut przed wyjściem do pracy, żebym ją uprasowała ;). Broni mnie przed innymi, gdy mnie zaczepiają. Niby jestem starsza od niego, ale on mnie traktuje jak młodszą siostrzyczkę. A mi w to graj :)

Miłości przyjacielskiej? Odkąd S. odszedł, może trochę. Z PB też już nie jest to samo. A P.? Jakby dalej, rozdwojony pomiędzy mną a S. Nie ma S., nie ma kogo ratować. I. i A. mają siebie, a ja jestem dodatkiem. Jak pasek do ubrania, czy torebka. Niby potrzebne i tworzą całość, a jednak obejdzie się bez nich.

Prawdziwej miłości? Na całe życie, och ach, spojrzenia, uśmiechy, pocałunki, dotyk. Odwzajemnione “kocham”. Motylki w brzuchu. Trzymanie za rękę. Budzenie się przy drugiej osobie, gdy ta już nie śpi i patrzy na ciebie TYM wzrokiem. Na zawsze razem, na dobre i na złe. Nadzieja w oczach na lepsze jutro. Pełne zaufanie.
Coś takiego istnieje? Można przeżyć prawdziwą, czystą, niczym nie skalaną miłość? Bez zdrad, rozczarowań, niespełnionych obietnic? Można przeżyć z kimś całe życie i po pięćdziesięciu latach wciąż patrzeć na tę osobę tym samym wzrokiem, z tą samą miłością? Trzymać się za rękę i myśleć, że nasza połówka jest najcudowniejsza i najpiękniejsza na świecie? I dziękować, że było nam dane przeżyć tyle lat w miłości i szczęściu?
Nic tak pięknego nie istnieje.
Więc tak, brakuje mi miłości. Tej prawdziwej, której na pewno nie będzie mi dane przeżyć, bo taka się nie zdarza. Są tylko namiastki. Skończę w takiej namiastce. A za pięćdziesiąt lat będę patrzyła na osobę leżącą koło mnie w łóżku i będę się zastanawiać, gdzie moje motylki w brzuchu, na zawsze razem, na dobre i na złe, uśmiechy, ciepłe spojrzenia? Zostaną tylko rozczarowania, niespełnione obietnice, a nadzieja dawno się ulotni.
I jeszcze pewnie będzie leżał z dużym brzuchem i chrapał. Dlatego zamiast spać, będę patrzeć na niego i zastanawiać się, w którym miejscu popełniłam błąd? Wtedy, gdy przestałam wierzyć w prawdziwą miłość?

Add comment luty 22, 2008

Pixel na temat walentynek

dzień spędziłem jak każda osoba mająca w planach bycie kanonizowanym przed 30stka, poprawiłem humor paru osobom, pomogłem jednej, ściągnąłem podwójny album kiczowatego The Cure, napiłem sie, lałem do butelki…2 razy lałem. Ubolewam jedynie, że wszystkie walentynki, które zostały do mnie wysłane na maila zablokowały mi pocztę, przez co nie otrzymałem żadnej…a listonosze strajkują, w ostateczności gotów jestem sam sobie zrobić walentynkę za wszystkie kobiety tego świata, oczywiście te ze szlachetnym sercem i wyrafinowanym gustem…hmm i w uniwersalnym polskim języku

Add comment luty 15, 2008

w oczekiwaniu błądzą myśli moje

it’s about that girl who’s having a horrible day and she hears your song and for five minutes there’s hope, you know, it’s like for five minutes the world is not just a scary place for her anymore… you ask what’s gonna be enough? That’ll be enough, that’ll be more than enough…

Add comment luty 8, 2008

inspiracja

w związku z tym, że wszystko mnie irytuje i przygnębia, znów miałam “stop” muzyczne i nic mi się nie podobało i wszystkiego miałam dość. I znów jak z nieba spadła pomoc, tym razem w wykonaniu Samych Muzyków. Na ich majspejsie pojawiła się pioseneczka “Kutafon”. Arcydzieło! Skąd ludzie biorą takie pomysły? I jakbym odżyła na nowo. Tyle radości i szczęścia daje mi ona. Może oni. Bo wszystkie ich piosenki są genialne. “Skopyta” i “Turczyn” będę kochać po wsze czasy! I takie piękne gitary! I słowa, które znaczą więcej niż ktokolwiek mógłby odgadnąć.

Żeby nie było mało, to wróciłam jeszcze do Kombajnu Do Zbierania Kur Po Wioskach. Kolejny z trzech najlepszych polskich zespołów. Już dla uzupełnienia dodam, że do tej trójki wchodzi jeszcze Cool Kids Of Death. I mamy genialność nad genialności! I wydaje mi się, że to co łączy te zespoły to teksty. A może to tylko ja tak mam. Ale jakby ktoś chciał się wsłuchać to znajdzie te podobieństwa. Ale i różnice. Znajdzie piękno, prostotę i złożoność. Smutek i radość. I nadzieję. Nadzieję na to, że polskie zespoły nie schodzą na psy i znajdą się takie perełki, jak wyżej wymienione trzy zespoły.

Teraz należy się udać na stronę i posłuchać :)

http://profile.myspace.com/index.cfm?fuseaction=user.viewprofile&friendid=78350592

http://profile.myspace.com/index.cfm?fuseaction=user.viewprofile&friendid=72169757

Add comment luty 6, 2008

Previous Posts


Tagi