Posty otagowanebitch
how to dissapear completely
Kolega śmieje się ze mnie, że oglądam cały czas seriale dla nastolatków. Taki One Tree Hill, na przykład. I jak zaczęłam się nad tym zastanawiać, to oglądam je, bo moje własne życie wydaje mi się takie nudne. Jednakże, gdyby wybrać kilka takich wątków “specjalnych” z tego, co przeszłam, to można by robić z tego całkiem niezłe scenariusze do kolejnych odcinków takowego serialu.
Takie Zgrzyty. Ledwo zdążyłam pogodzić się z S., a już kóncówkę koncertu spędziłam pod sceną w objęciach M. Kill me, than call me a whore. S. się dowiedział i znów nie rozmawia ze mną. I tak, oczywiście, byłam pijana. Cały post bez alkoholu, ale będąc tam nie wytrzymałam, z różnych dziwnych powodów, w które nawet nie chcę wnikać. P. praktycznie wyzwał mnie od dziwek, a Karuś dosłownie to zrobił, za co przepraszał mnie następnego dnia. Nie byłam na niego zła za to, bo wiem, że się martwi o mnie. To mój brat, jak mógłby się nie martwić. Zdziwiłabym się, gdyby mnie nie wyzwał. Wtedy było by coś nie tak.
W kwestii Zgrzytów jeszcze: pod względem muzycznym było nawet ok. Keep The Change nadają się do tego, by być na scenie. Tylko wydaje mi się, że to zasługa Boskich, bo oni wyglądają dobrze z gitarami, osnuci kolorowymi światłami, w kłębach dymu. Jakby do tego celu zostali stworzeni
To, co mnie zmartwiło, to zachowanie ludzi po niedzielnym koncercie. Na jednej ze stron znalazłam dyskusję (jeśli można to było tak nazwać) na ten temat i nie mogłam uwierzyć, że ludzie mogą być tacy chamscy. Śmiali się z wyglądu niektórych zespołów, jakby to było najważniejsze, nie zwracając uwagi na muzykę. A chyba o nią właśnie chodzi. Szczerze, nie obchodzi mnie, jak wygląda zespół, dopóki gra dobrze i miło się go słucha. Piękni członkowie zespołu, to tylko miły dodatek dla oczu. A tu ludzie jechali po niektórych, bo to mieli grzywki śmieszne, łazili z gitarami i się w ten sposób chwalili, że są muzykami (czyli słabo się chwalili, bo nie widziałam tego), palili papierosa na scenie (no proszę, już nawet tego człowiekowi nie można robić!) i jeszcze inne, głupie, rzeczy, mało istotne. Potrafią krytykować, ale żeby wydali jakąś jedną konstruktywną krytykę, to nie.
O, i postanowiłam, że jednak chcę mieć chłopaka.
I ładne włosy.
I ubrania.
Add comment marzec 14, 2008
my lips may promise but my heart is a whore
oczywiście, życie, musiał na święta komputer paść i dopiero teraz mogę odpracować moją nieobecność.
Zawsze, gdy ktoś mnie pyta o najlepszy okres w życiu, odpowiadałam, iż był to 1999 rok. Teraz jak ktoś mnie o to zapyta, odpowiem “1999 i 2007″
Ten rok przyniósł mi tyle wspaniałych rzeczy, wydarzeń, dzięki którym stałam się silniejszą osobą, bogatą w nowe doświadczenia, podchodzącą teraz do niektórych rzeczy z odpowiednim dystansem.
Upewniłam się w założeniu, że:
nie należy ufać ludziom,
przyjaciół posiada się tylko wtedy, gdy jest dobrze, ale jak coś zaczyna się psuć, odchodzą,
niczego nie należy być w życiu pewnym,
“każda mijająca minuta, to szansa na to, by coś zmienić”,
nie można uratować kogoś, kto tego nie chce,
Warszawa zamienia ludzi w skurwieli, wampiry, żerujących na ludzkich uczuciach,
“my lips may promise but my heart is a whore”,
“mam zbyt wiele problemów ze zbyt szybkim i namiętnym zauraczaniem się”,
jestem bardzo niezdecydowana,
ludziom zbyt łatwo przychodzi opuszczanie mnie,
nie potrafię mieć prawdziwej przyjaciółki, bo dziewczyny mnie raczej nie lubią,
przyjaźń między chłopakiem i dziewczyną nie jest możliwa, nie z mojej winy,
ludzie postrzegają mnie jako ciągle uśmiechającą się osobę,
bycie przeciętną mnie przygnębia,
nie chcę dawać ludziom drugiej szansy, mają jedną i od nich zależy jak ją wykorzystają,
najlepiej czuję się jak jest ciemno,
gdy jedne kompleksy mnie opuszczają, inne się potęgują,
muzycy mają na mnie dziwny wpływ,
faceci myślą tylko o jednym,
jeszcze nie wyrosłam z Laguna Beach i kocham high school drama
najlepsze piosenki tego roku:
The Fashion “Like knives”
Alexisonfire “You burn first”
Neuropathia “your last hope”
Queens Of The Stone Age “The Bronze”
To chyba wszystko, jeśli chodzi o tamten rok. I już wiem, że ten nie będzie taki kolorowy. Na same rozpoczęcie, osobą, którą uważałam za jedną z moich najbliższych przyjaciół, oznajmiła mi, że coś się między nami popsuło, że musi wszystko przemyśleć i odpocząć ode mnie. Nie wiem, myślałam, że przyjaciele tak nie postępują. Chociaż zważywszy na nasze ostatnie kłótnie, (których nie nazwałabym kłótniami, tylko obrażaniem się na mnie za tak błahe rzeczy, że aż żal o nich wspominać) to może on i musi ode mnie odpocząć. A może dlatego, że widział mnie z chłopakiem. Tak prawdę mówiąc, zawsze jak mnie widzi z jakimś chłopakiem, to się obraża, nie odzywa, ale też udaje, że jest wszystko w porządku. Chyba w końcu przestał udawać przynajmniej, że jest ok. Plus Tobie S. I w ten właśnie sposób została obalona moja teoria, że przyjaźń między chłopakiem i dziewczyną może istnieć.
W ogóle lepiej chyba nie mieć przyjaciół, bo zawsze coś wychodzi z nimi nie tak.
Add comment styczeń 6, 2008