Posty otagowanemuzyka
I still recall the sound of your voice
the more emotionally unavailable you are the…more you end up wanting each other
W tym wypadku, tylko ja pragnę, i tylko dlatego, bo nie mogę go mieć…
Neuropathie można skreślić z listy zespołów, które muszę/chcę zobaczyć na żywo. Przy słuchaniu Your Last Hope nadal mam te same uczucie, gdy pierwszy raz wciągnęłam powietrze nad morzem i czułam, jakby mi płuca rozrywało, w przyjemny sposób, oczywiście.
właśnie nie jesteś beznadziejna… masz uczucia i nie potrafisz wszystkiego olać, jakie to ludzkie i piękne zarazem, rozkoszuj się tym uczuciem - piszę serio, precz z martwicą
czyli martwica mi w tym tygodniu nie grozi… dobrze, że mam P. i dobrze, że mam I. Nie poradziłabym sobie wczoraj bez nich. Bo kto inny, jak nie P. wyjdzie o 12 w nocy, żeby cię przytulić, bo masz problem. Tylko go kochać.
Add comment czerwiec 16, 2008
26 March 2008
21
pierwsze życzenia o 5:31 - GN, ze słoneczkiem, które dopiero teraz zauważyłam ![]()
od samego rana raz świeciło słońce, raz padał deszcz
kręcone włosy, biała bluza w groszki, różowa pod spodem, czarne spodnie
44 sweethearts
piosenka dnia - Earlimart Fakey Fake
07:07
16:16
najgorszy moment - życzenia od S.
najlepszy moment - życzenia od KT, co dziwne
“wielkiego drzew pomarańczowego za oknem” - AJ
i te całkowicie spontaniczne wyjście na bilard
pizza hot as fuck!
i jedno piwo z sokiem
i tak kojarzą mi się tegoroczne urodziny…
a tak poza tym, to o 23:00 skończyłam tak naprawdę 21 lat
a 2+6+3+2+8=21, tak nawiązując do mojego zamiłowania cyframi
Add comment kwiecień 8, 2008
how to dissapear completely
Kolega śmieje się ze mnie, że oglądam cały czas seriale dla nastolatków. Taki One Tree Hill, na przykład. I jak zaczęłam się nad tym zastanawiać, to oglądam je, bo moje własne życie wydaje mi się takie nudne. Jednakże, gdyby wybrać kilka takich wątków “specjalnych” z tego, co przeszłam, to można by robić z tego całkiem niezłe scenariusze do kolejnych odcinków takowego serialu.
Takie Zgrzyty. Ledwo zdążyłam pogodzić się z S., a już kóncówkę koncertu spędziłam pod sceną w objęciach M. Kill me, than call me a whore. S. się dowiedział i znów nie rozmawia ze mną. I tak, oczywiście, byłam pijana. Cały post bez alkoholu, ale będąc tam nie wytrzymałam, z różnych dziwnych powodów, w które nawet nie chcę wnikać. P. praktycznie wyzwał mnie od dziwek, a Karuś dosłownie to zrobił, za co przepraszał mnie następnego dnia. Nie byłam na niego zła za to, bo wiem, że się martwi o mnie. To mój brat, jak mógłby się nie martwić. Zdziwiłabym się, gdyby mnie nie wyzwał. Wtedy było by coś nie tak.
W kwestii Zgrzytów jeszcze: pod względem muzycznym było nawet ok. Keep The Change nadają się do tego, by być na scenie. Tylko wydaje mi się, że to zasługa Boskich, bo oni wyglądają dobrze z gitarami, osnuci kolorowymi światłami, w kłębach dymu. Jakby do tego celu zostali stworzeni
To, co mnie zmartwiło, to zachowanie ludzi po niedzielnym koncercie. Na jednej ze stron znalazłam dyskusję (jeśli można to było tak nazwać) na ten temat i nie mogłam uwierzyć, że ludzie mogą być tacy chamscy. Śmiali się z wyglądu niektórych zespołów, jakby to było najważniejsze, nie zwracając uwagi na muzykę. A chyba o nią właśnie chodzi. Szczerze, nie obchodzi mnie, jak wygląda zespół, dopóki gra dobrze i miło się go słucha. Piękni członkowie zespołu, to tylko miły dodatek dla oczu. A tu ludzie jechali po niektórych, bo to mieli grzywki śmieszne, łazili z gitarami i się w ten sposób chwalili, że są muzykami (czyli słabo się chwalili, bo nie widziałam tego), palili papierosa na scenie (no proszę, już nawet tego człowiekowi nie można robić!) i jeszcze inne, głupie, rzeczy, mało istotne. Potrafią krytykować, ale żeby wydali jakąś jedną konstruktywną krytykę, to nie.
O, i postanowiłam, że jednak chcę mieć chłopaka.
I ładne włosy.
I ubrania.
Add comment marzec 14, 2008
w oczekiwaniu błądzą myśli moje
it’s about that girl who’s having a horrible day and she hears your song and for five minutes there’s hope, you know, it’s like for five minutes the world is not just a scary place for her anymore… you ask what’s gonna be enough? That’ll be enough, that’ll be more than enough…
Add comment luty 8, 2008
inspiracja
w związku z tym, że wszystko mnie irytuje i przygnębia, znów miałam “stop” muzyczne i nic mi się nie podobało i wszystkiego miałam dość. I znów jak z nieba spadła pomoc, tym razem w wykonaniu Samych Muzyków. Na ich majspejsie pojawiła się pioseneczka “Kutafon”. Arcydzieło! Skąd ludzie biorą takie pomysły? I jakbym odżyła na nowo. Tyle radości i szczęścia daje mi ona. Może oni. Bo wszystkie ich piosenki są genialne. “Skopyta” i “Turczyn” będę kochać po wsze czasy! I takie piękne gitary! I słowa, które znaczą więcej niż ktokolwiek mógłby odgadnąć.
Żeby nie było mało, to wróciłam jeszcze do Kombajnu Do Zbierania Kur Po Wioskach. Kolejny z trzech najlepszych polskich zespołów. Już dla uzupełnienia dodam, że do tej trójki wchodzi jeszcze Cool Kids Of Death. I mamy genialność nad genialności! I wydaje mi się, że to co łączy te zespoły to teksty. A może to tylko ja tak mam. Ale jakby ktoś chciał się wsłuchać to znajdzie te podobieństwa. Ale i różnice. Znajdzie piękno, prostotę i złożoność. Smutek i radość. I nadzieję. Nadzieję na to, że polskie zespoły nie schodzą na psy i znajdą się takie perełki, jak wyżej wymienione trzy zespoły.
Teraz należy się udać na stronę i posłuchać
http://profile.myspace.com/index.cfm?fuseaction=user.viewprofile&friendid=78350592
http://profile.myspace.com/index.cfm?fuseaction=user.viewprofile&friendid=72169757
Add comment luty 6, 2008
się lansujemy
Dokładnie. Wczoraj byłam w Lofcie. Im częściej tam bywam, tym bardziej się przekonuje, że ten club nic sobą nie reprezentuje. Zacznijmy od tego, że wszyscy, którzy tam przychodzą wyglądają podobnie, podobnie się zachowują, tańczą. Z ich twarzy, gestów i postawy można wyczytać “przyszedłem/-łam tu się lansować, spójrzcie jakie mam zajebiste ciuchy i jak dobrze się ruszam”. Udają, że na niczym i nie zależy, ale tak naprawdę są ubrani, zachowują się i każdy włos na ich głowie jest ułożony tak, żeby inni widzieli, że on/ona tu pasuje. Bullshit! Były trzy typy dziewczyn: te ubrane jak najskąpiej, w błyszczące bluzeczki, na obcasach w obcisłych jeansach, krótkich spódniczkach/spodenkach; te w koszulach i kamizelkach (które są przecież
teraz takie na czasie), do tego jeszcze krawaty czy inne ozdóbki w tym stylu i specjalna fryzura jak z kabaretu; te w jeansach rurkach, śmiesznych adidasach, dopasowanych bluzkach i czapeczkach. Do tego odpowiedni faceci: ci w jeansach, sweterkach, koszulach lub zwykłych t-shirtach, żelem na włosach lub dłuższymi włosami z grzywka, ci w szerokich spodniach, bluzach i czapeczkach, którzy chcą wyglądać na zawodowych tancerzy break’a. Proszę cię! Żal tylko.
I jeszcze do tego muzyka. Zazwyczaj kocham tańczyć do amerykańskiego hip hopu, rnb itp., ale to, co było wczoraj… jedna piosenka fajna, a następna z cyklu “idź stąd i nie wracaj”. Nie wiesz, czy masz dalej tańczyć czy zejść czy zacząć się modlić.
Dobrze, że był alkohol, bo bym nie wytrzymała.
Jedna bardzo fajna osoba powiedziała, że nie lubi Loftu i kiedyś było tu inaczej, lepiej. A teraz wszyscy przychodzą się lansować.
i tak jest. Ludzie chcą być tam zauważeni, chcą powiedzieć później innym, że byli w Lofcie. A to wszystko jest takie sztuczne.
Plus za piękne zdjęcia wyświetlane przez całą imprezę. Przynajmniej było na co popatrzeć.
I tak będę tam chodzić. Obserwować, jaka nie chcę być. Idealne miejsce do uczenia się tego. I wole koncerty. Tam przyjdziesz ubrany jak chcesz i nikt na to nie patrzy. Nikt się nie lansuje, bo nie ma po co. Ludzie nie przychodzą dla innych osób, tylko posłuchać dobrej muzyki i zobaczyć zespół na żywo, bo ile można słuchać go ciągle w domu.
Add comment styczeń 19, 2008
my lips may promise but my heart is a whore
oczywiście, życie, musiał na święta komputer paść i dopiero teraz mogę odpracować moją nieobecność.
Zawsze, gdy ktoś mnie pyta o najlepszy okres w życiu, odpowiadałam, iż był to 1999 rok. Teraz jak ktoś mnie o to zapyta, odpowiem “1999 i 2007″
Ten rok przyniósł mi tyle wspaniałych rzeczy, wydarzeń, dzięki którym stałam się silniejszą osobą, bogatą w nowe doświadczenia, podchodzącą teraz do niektórych rzeczy z odpowiednim dystansem.
Upewniłam się w założeniu, że:
nie należy ufać ludziom,
przyjaciół posiada się tylko wtedy, gdy jest dobrze, ale jak coś zaczyna się psuć, odchodzą,
niczego nie należy być w życiu pewnym,
“każda mijająca minuta, to szansa na to, by coś zmienić”,
nie można uratować kogoś, kto tego nie chce,
Warszawa zamienia ludzi w skurwieli, wampiry, żerujących na ludzkich uczuciach,
“my lips may promise but my heart is a whore”,
“mam zbyt wiele problemów ze zbyt szybkim i namiętnym zauraczaniem się”,
jestem bardzo niezdecydowana,
ludziom zbyt łatwo przychodzi opuszczanie mnie,
nie potrafię mieć prawdziwej przyjaciółki, bo dziewczyny mnie raczej nie lubią,
przyjaźń między chłopakiem i dziewczyną nie jest możliwa, nie z mojej winy,
ludzie postrzegają mnie jako ciągle uśmiechającą się osobę,
bycie przeciętną mnie przygnębia,
nie chcę dawać ludziom drugiej szansy, mają jedną i od nich zależy jak ją wykorzystają,
najlepiej czuję się jak jest ciemno,
gdy jedne kompleksy mnie opuszczają, inne się potęgują,
muzycy mają na mnie dziwny wpływ,
faceci myślą tylko o jednym,
jeszcze nie wyrosłam z Laguna Beach i kocham high school drama
najlepsze piosenki tego roku:
The Fashion “Like knives”
Alexisonfire “You burn first”
Neuropathia “your last hope”
Queens Of The Stone Age “The Bronze”
To chyba wszystko, jeśli chodzi o tamten rok. I już wiem, że ten nie będzie taki kolorowy. Na same rozpoczęcie, osobą, którą uważałam za jedną z moich najbliższych przyjaciół, oznajmiła mi, że coś się między nami popsuło, że musi wszystko przemyśleć i odpocząć ode mnie. Nie wiem, myślałam, że przyjaciele tak nie postępują. Chociaż zważywszy na nasze ostatnie kłótnie, (których nie nazwałabym kłótniami, tylko obrażaniem się na mnie za tak błahe rzeczy, że aż żal o nich wspominać) to może on i musi ode mnie odpocząć. A może dlatego, że widział mnie z chłopakiem. Tak prawdę mówiąc, zawsze jak mnie widzi z jakimś chłopakiem, to się obraża, nie odzywa, ale też udaje, że jest wszystko w porządku. Chyba w końcu przestał udawać przynajmniej, że jest ok. Plus Tobie S. I w ten właśnie sposób została obalona moja teoria, że przyjaźń między chłopakiem i dziewczyną może istnieć.
W ogóle lepiej chyba nie mieć przyjaciół, bo zawsze coś wychodzi z nimi nie tak.
Add comment styczeń 6, 2008
stokrotka
Wczoraj był koncert T.love. Nie mogłam sobie odpuścić, bo baaaardzo chciało mi się iść na jakiś koncert. I strzał w dziesiątkę! Bo nie mogło być lepiej! Najpierw “Schody”, a później wyszli oni. Cudownie, że grają już 25 lat i nadal są tak uwielbiani. I potrafią tak fantastycznie bawić się na koncertach. Energii im nie brakuje, to pewne. A nowy gitarzysta? Aż ach, och! Jan Pęczak. Leworęczny, przepięknie gra na gitarze! I ma takie ładne włosy i się słodko uśmiecha. I wiem, że to nie ma nic wspólnego z muzyką, ale jestem ogromnym wzrokowcem i we wszystkim muszę coś dojrzeć. Dlatego lubię chodzić na koncerty. Bo kocham patrzeć na grających muzyków. Co innego słuchać piosenek, a widzieć na żywo, jak palce dotykają strun, szarpią je i wydobywają przy tym te piękne dźwięki! A przy okazji jak gitarzysta się ślicznie uśmiecha, to tylko wielki plus
Dlatego wczoraj stałam pod samą sceną. Bo musiałam wszystko widzieć dokładnie. Z zachwytem wszystko obserwowałam i pochłaniałam. Oczami i uszami i sercem. Ale jeszcze raz powtórzę, że Jan Pęczak jest niesamowitym gitarzystą!!! I jeszcze ładnie śpiewa. Mogę zachwycać się jego grą w nieskończoność. W ogóle mogę się nim zachwycać w nieskończoność. Zawsze imponowali mi tak uzdolnieni ludzie. Więc, Janku, z pięknym uśmiechem i wielkim talentem, oby tak dalej
Aaaaa tak właśnie zdałam sobie sprawę, że zawsze uważałam, że leworęczni ludzie są bardziej uzdolnieni od praworęcznych. Oto kolejny przykład na potwierdzenie mojej teorii
A koncert dostaje 8/10 ![]()
Add comment grudzień 3, 2007
your last hope
Coś we mnie pękło. I teraz nie potrafię już słuchać tego co zawsze, każda piosenka mnie męczy. Próbowałam wrócić do zespołów, które kiedyś lubiłam, ale to nie pomaga. Ostatni tydzień minął mi wraz z Kombajnem do zbierania kur po wioskach. I ostatni miesiąc pochłonięty był indie rockiem i odrobinę polskiego. A wczoraj nagle coś się zmieniło. Żadna piosenka mi nie pasowała. I wtedy nagle znalazłam wybawienie, tam gdzie najmniej się go spodziewałam. Neuropathia. Gdyby ktoś mi kiedyś powiedział, że będzie mi się podobała jakaś ich piosenka, to bym go wyśmiała. A teraz w “your last hope” naprawdę znalazłam nadzieję na to, że jednak coś muzycznie pięknego jeszcze istnieje. Wystarczy wsłuchać się w gitary, żeby wiedzieć o czym mówię. Czegoś tak cudownego od dawna nie słyszałam. Tylko to nie znaczy, że nagle zrobiłam się wielką fanką neuropathii. Nic z tych rzeczy! Po prostu ta jedna piosenka podbiła moją duszę, umysł i serce i rozkoszuję się każdym dźwiękiem, jakim z niej wydobędę. I sama się sobie dziwię, że coś takiego jest możliwe. Nieczęsto się zdarza, że mam te śmieszne uczucie w brzuchu, kiedy słucham jakiejś piosenki. Teraz czuję aż przerost tego. I wszystko przez te gitary! Ukłony w stronę chłopaków, że oddali światu coś tak pięknego.
Uwielbiam się czymś zachwycać, a teraz mój zachwyt przeszedł wszelkie granice
Add comment listopad 17, 2007
Pingwiny odleciały do ciepłych krajów
To ostatnio najmądrzejsze zdanie, jakie powiedziałam, więc trzymam się tego. Jest definicją mnie samej. I więcej chyba nie muszę tłumaczyć.
Mam teraz wielką ochotę się z kimś pokłócić! Minął tydzień i nic się nie zmieniło. Nawet chyba nie jest nikomu przykro. Mi na pewno nie. Faceci są tacy durni! Ci co mają 19 lat i ci co mają lat 27. Bez różnicy. Dupki i tyle. I czasami myślisz, że masz przyjaciół, a okazuje się, że naprawdę tylko ci się wydawało, a widać oni uważają inaczej. Dziękuję tym dwóm kochanym chłopcom za wyrozumiałość. Oby tak dalej, to pewnie się więcej nie zobaczymy. Obiecałam jednemu, że go nie zostawię i chcę dotrzymać tej obietnicy, ale to raczej on mnie zostawił. Niech tak będzie. Nie ja będę żałować.
Żeby jeszcze było mało, to jakieś 15 min temu zdałam sobie sprawę, że mam tak dużo, a nie umiem tego docenić i ciągle chcę więcej. Jednym słowem zachowuję się jak prawie każdy człowiek. Damn! Powinnam raczej korzystać z tego, nim ucieknie, schowa się i już więcej tego nie zobaczę. Młodość przemija, a z nią tyle pięknych rzeczy. W takim razie postanowienie na dziś: doceniam wszystko, co mnie otacza
I podoba mi się piosenka Neuropathii, a już myślałam, że jestem taka indie ![]()
Add comment listopad 16, 2007