Posty otagowaneprzyjaciele

wish there was something real in this world full of you

ciężko jest.
nawet bardzo.
nic się nie układa, wszystko przepada, a człowiek zmęczony jak cholera.
wpadasz nie w te ramiona, co trzeba
uśmiech zachowujesz dla osoby, która nawet tego nie docenia.
duma, złość, honor i jeszcze milion głupich rzeczy nie pozwalają ci wypowiedzieć chociaż te jedno słowo do ex-najlepszej przyjaciółki, bo takie określenie jest najcelniejsze.

bo nie wiem jak to jest między nami wszystkimi
lubimy się czy się nie lubimy
kochamy czy nienawidzimy
mamy siebie dość czy chcemy więcej
i nie potrafimy być szczerzy wobec siebie
i powiedzieć ’spierdalaj’, gdy chcemy
czy ‘zostań’
‘przepraszam’
i zwodzisz tego miłego
kochasz nieosiągalnego
pocieszasz się jeszcze innym
“przyjaciele” uciekają, opuszczają cię, zostawiają bez słowa i nawet już cię to nie dziwi
nie śpisz nocami
i myślisz myślisz myślisz
a każda myśl wywierca ci dziurę w głowie i boli cholernie
i chodzisz coraz bardziej wściekły
na siebie
na innych

a to wszystko nie jest pełne rozpaczy
tyko złości

Add comment grudzień 5, 2008

I still recall the sound of your voice

the more emotionally unavailable you are the…more you end up wanting each other

W tym wypadku, tylko ja pragnę, i tylko dlatego, bo nie mogę go mieć…

Neuropathie można skreślić z listy zespołów, które muszę/chcę zobaczyć na żywo. Przy słuchaniu Your Last Hope nadal mam te same uczucie, gdy pierwszy raz wciągnęłam powietrze nad morzem i czułam, jakby mi płuca rozrywało, w przyjemny sposób, oczywiście.

właśnie nie jesteś beznadziejna… masz uczucia i nie potrafisz wszystkiego olać, jakie to ludzkie i piękne zarazem, rozkoszuj się tym uczuciem – piszę serio, precz z martwicą

czyli martwica mi w tym tygodniu nie grozi… dobrze, że mam P. i dobrze, że mam I. Nie poradziłabym sobie wczoraj bez nich. Bo kto inny, jak nie P. wyjdzie o 12 w nocy, żeby cię przytulić, bo masz problem. Tylko go kochać.

Add comment czerwiec 16, 2008

drunks, lovers, sinners and saints

Kończy się mój sok multiwitamina, Karuś cały czas przynosi jakieś soki kaktusowe i się nimi nie dzieli.

Mają jazdę ze mnie, bo widzieli mnie wczoraj pijaną. A sami tacy święci niby, a piją 100 razy więcej ode mnie! :) Ale niech się nacieszą tym widokiem. Przejdzie im w końcu, a ja nadal będę tą dobrą i grzeczną :D

I naprawdę nie wiem, jak jeszcze mogę mu pokazać, że podoba mi się bardziej niż zwyczajnie. I jak już wystawiam się całkowicie, a on nic, i wreszcie postanawiam, że dam sobie spokój, to wtedy on piszę “dobranoc Paulinko słodkich snów :***” i postanowienie poszło się jebać. Fuck! Relacje damsko-męskie są strasznie pokręcone.

Ivy stwierdziła, że musi mnie pocałować i sprawdzić, czy to co mówią o mnie faceci jest prawdą. Aha. Może i jest prawdą, skoro więcej niż jeden tak powiedział. Grzeszymy, dziewczyno, grzeszymy.
A tylko z nią mogłabym wsiąść w samochód i pojechać daleko i robić te wszystkie głupie rzeczy, jakie się wtedy robi i nie mieć nigdy wyrzutów. Bo jej się nie wstydzę i ona mnie rozumie lepiej niż kto inny.

A Pixel jest the best of the best. Choć czasem wkurwia na maxa. :]

Zbliża się sesja i jestem scared as hell!

Add comment maj 27, 2008

No i dobra, w życiu, kurwa, nie należy być od nikogo zależnym

Zauważyłam, że do niektórych osób piszę bardziej z przyzwyczajenia niż z potrzeby. Czasami potrafię złożyć kilka głupich i nieskładnych zdań, a następnie ich nie wysłać, bo powstaje w mej głowie pytanie “po co?”. Tak naprawdę, to zdarza mi się to bardzo często. To jest chyba tak, że jak już raz ktoś zrobi coś, co mnie istotnie wkurzy, to później nie potrafię już traktować jej tak samo, tylko z należytym, do występku, nastawieniem. I nie potrafię ufać komuś, kto pokazał mi nieraz, że ma mnie ewidentnie w dupie, a to, że odzywa się tylko, jak już nie ma chłopaka/dziewczyny tylko pogarsza sytuację. Więc tak, przyzwyczajenie mną kieruje, a nie potrzeba bliskości z tą osobą. I nie lubię też jak ktoś spędza ze mną więcej czasu w momencie, gdy jej skończyły się pieniądze, a ja mam ich dużo. “Chodź z nami, tylko weź kasę”. Lub, gdy ktoś ma “wielki” problem i od razu chce ze mną o tym pogadać, lecz w momencie, gdy ja potrzebuję, żeby ktoś mnie wysłuchał, to ta sama osoba podchodzi do tego, jakby moje problemy były trywialne, chociaż nie różnią się wcale od jego.

O, i nie lubię, jak mi się chłopak narzuca. Życie to życie, prawie nigdy nie dostajesz tego, czego chcesz. Jestem miła dla nich, bo taką mam naturę. A oni wyobrażają sobie od razu, że jestem chętna na wszystko. No cóż, nie jestem!

A jak już spotykam chłopaka moich marzeń, to jest on zbyt idealny, żeby był prawdziwy. Jest prawie ideą i może niech tak zostanie, bo inaczej umarłabym ze szczęścia. Taa…

I kocham Karusia. Jest najlepszy. I wkurwia na maxa sometimes, ale ogólnie to żyć bez niego nie mogę. I to właśnie Karuś posiada kolegę, który jest marzeniem. On mnie z nim zapoznał i postarał się, żebym spędziła z nim jak najwięcej czasu :) Brat to skarb największy.

Add comment kwiecień 27, 2008

26 March 2008

21
pierwsze życzenia o 5:31 – GN, ze słoneczkiem, które dopiero teraz zauważyłam :P
od samego rana raz świeciło słońce, raz padał deszcz
kręcone włosy, biała bluza w groszki, różowa pod spodem, czarne spodnie
44 sweethearts
piosenka dnia – Earlimart Fakey Fake
07:07
16:16
najgorszy moment – życzenia od S.
najlepszy moment – życzenia od KT, co dziwne
“wielkiego drzew pomarańczowego za oknem” – AJ
i te całkowicie spontaniczne wyjście na bilard
pizza hot as fuck!
i jedno piwo z sokiem :)

i tak kojarzą mi się tegoroczne urodziny…

a tak poza tym, to o 23:00 skończyłam tak naprawdę 21 lat :)

a 2+6+3+2+8=21, tak nawiązując do mojego zamiłowania cyframi ;)

Add comment kwiecień 8, 2008

how to dissapear completely

Kolega śmieje się ze mnie, że oglądam cały czas seriale dla nastolatków. Taki One Tree Hill, na przykład. I jak zaczęłam się nad tym zastanawiać, to oglądam je, bo moje własne życie wydaje mi się takie nudne. Jednakże, gdyby wybrać kilka takich wątków “specjalnych” z tego, co przeszłam, to można by robić z tego całkiem niezłe scenariusze do kolejnych odcinków takowego serialu.
Takie Zgrzyty. Ledwo zdążyłam pogodzić się z S., a już kóncówkę koncertu spędziłam pod sceną w objęciach M. Kill me, than call me a whore. S. się dowiedział i znów nie rozmawia ze mną. I tak, oczywiście, byłam pijana. Cały post bez alkoholu, ale będąc tam nie wytrzymałam, z różnych dziwnych powodów, w które nawet nie chcę wnikać. P. praktycznie wyzwał mnie od dziwek, a Karuś dosłownie to zrobił, za co przepraszał mnie następnego dnia. Nie byłam na niego zła za to, bo wiem, że się martwi o mnie. To mój brat, jak mógłby się nie martwić. Zdziwiłabym się, gdyby mnie nie wyzwał. Wtedy było by coś nie tak.

W kwestii Zgrzytów jeszcze: pod względem muzycznym było nawet ok. Keep The Change nadają się do tego, by być na scenie. Tylko wydaje mi się, że to zasługa Boskich, bo oni wyglądają dobrze z gitarami, osnuci kolorowymi światłami, w kłębach dymu. Jakby do tego celu zostali stworzeni :) To, co mnie zmartwiło, to zachowanie ludzi po niedzielnym koncercie. Na jednej ze stron znalazłam dyskusję (jeśli można to było tak nazwać) na ten temat i nie mogłam uwierzyć, że ludzie mogą być tacy chamscy. Śmiali się z wyglądu niektórych zespołów, jakby to było najważniejsze, nie zwracając uwagi na muzykę. A chyba o nią właśnie chodzi. Szczerze, nie obchodzi mnie, jak wygląda zespół, dopóki gra dobrze i miło się go słucha. Piękni członkowie zespołu, to tylko miły dodatek dla oczu. A tu ludzie jechali po niektórych, bo to mieli grzywki śmieszne, łazili z gitarami i się w ten sposób chwalili, że są muzykami (czyli słabo się chwalili, bo nie widziałam tego), palili papierosa na scenie (no proszę, już nawet tego człowiekowi nie można robić!) i jeszcze inne, głupie, rzeczy, mało istotne. Potrafią krytykować, ale żeby wydali jakąś jedną konstruktywną krytykę, to nie.

O, i postanowiłam, że jednak chcę mieć chłopaka.
I ładne włosy.
I ubrania.

Add comment marzec 14, 2008

under the stars talking about love meaning. Well, I wasn’t dreaming I meant every word

Brakuje mi miłości? Zależy jakiej.

Rodzicielskiej mam pod dostatkiem. Okazują mi to na każdym kroku. Wtedy jak przyszłam po płynach, załamana jak nigdy, gdy mama była smutniejsza ode mnie, tata przytulał mnie, chociaż normalnie trzeba go do tego zmuszać. Cieszą się z moich sukcesów, przeżywają moje porażki. Traktują, jakbym miała wciąż 10 lat, a ja to lubię.

Miłość mojego brata? Przychodzi do mnie z każdym problemem. Chyba nie mamy przed sobą tajemnic. A jego miłość jest szczególnie ogromna rano, gdy prosi o śniadanie i gdy daje mi koszulę 5 minut przed wyjściem do pracy, żebym ją uprasowała ;) . Broni mnie przed innymi, gdy mnie zaczepiają. Niby jestem starsza od niego, ale on mnie traktuje jak młodszą siostrzyczkę. A mi w to graj :)

Miłości przyjacielskiej? Odkąd S. odszedł, może trochę. Z PB też już nie jest to samo. A P.? Jakby dalej, rozdwojony pomiędzy mną a S. Nie ma S., nie ma kogo ratować. I. i A. mają siebie, a ja jestem dodatkiem. Jak pasek do ubrania, czy torebka. Niby potrzebne i tworzą całość, a jednak obejdzie się bez nich.

Prawdziwej miłości? Na całe życie, och ach, spojrzenia, uśmiechy, pocałunki, dotyk. Odwzajemnione “kocham”. Motylki w brzuchu. Trzymanie za rękę. Budzenie się przy drugiej osobie, gdy ta już nie śpi i patrzy na ciebie TYM wzrokiem. Na zawsze razem, na dobre i na złe. Nadzieja w oczach na lepsze jutro. Pełne zaufanie.
Coś takiego istnieje? Można przeżyć prawdziwą, czystą, niczym nie skalaną miłość? Bez zdrad, rozczarowań, niespełnionych obietnic? Można przeżyć z kimś całe życie i po pięćdziesięciu latach wciąż patrzeć na tę osobę tym samym wzrokiem, z tą samą miłością? Trzymać się za rękę i myśleć, że nasza połówka jest najcudowniejsza i najpiękniejsza na świecie? I dziękować, że było nam dane przeżyć tyle lat w miłości i szczęściu?
Nic tak pięknego nie istnieje.
Więc tak, brakuje mi miłości. Tej prawdziwej, której na pewno nie będzie mi dane przeżyć, bo taka się nie zdarza. Są tylko namiastki. Skończę w takiej namiastce. A za pięćdziesiąt lat będę patrzyła na osobę leżącą koło mnie w łóżku i będę się zastanawiać, gdzie moje motylki w brzuchu, na zawsze razem, na dobre i na złe, uśmiechy, ciepłe spojrzenia? Zostaną tylko rozczarowania, niespełnione obietnice, a nadzieja dawno się ulotni.
I jeszcze pewnie będzie leżał z dużym brzuchem i chrapał. Dlatego zamiast spać, będę patrzeć na niego i zastanawiać się, w którym miejscu popełniłam błąd? Wtedy, gdy przestałam wierzyć w prawdziwą miłość?

Add comment luty 22, 2008

Pixel na temat walentynek

dzień spędziłem jak każda osoba mająca w planach bycie kanonizowanym przed 30stka, poprawiłem humor paru osobom, pomogłem jednej, ściągnąłem podwójny album kiczowatego The Cure, napiłem sie, lałem do butelki…2 razy lałem. Ubolewam jedynie, że wszystkie walentynki, które zostały do mnie wysłane na maila zablokowały mi pocztę, przez co nie otrzymałem żadnej…a listonosze strajkują, w ostateczności gotów jestem sam sobie zrobić walentynkę za wszystkie kobiety tego świata, oczywiście te ze szlachetnym sercem i wyrafinowanym gustem…hmm i w uniwersalnym polskim języku

Add comment luty 15, 2008

zapałka mi zgasła i skończył się świat

Sesja to suka! Może zepsuć nawet najlepszy humor. Ledwo się dowiedziałam, że mam 4 z mechaniki budowli, gdzie w poprzednim semestrze miałam ledwo 3, a już przyszła oszałamiająca wiadomość, że nie zaliczyłam mechaniki płynów! I stypendium poszło się jebać! Kurwa!
I tak, zauważyłam, że przeklinam tylko wtedy, jak jestem zła.

Do tego jeszcze S całkowicie mnie olał. To już definitywny koniec. Dziękujemy panu za rok przyjaźni zakończonej w ten miły sposób. I nagle jeszcze P ma pretensje, że sobie odpuściłam S. Nie będę latać za kimś, kto nie chce ze mną rozmawiać i się ze mną widzieć. Naprawdę nie obchodzi mnie już, co u niego, czy chodzi na siłownie, czy się odchudza, co je, czy gra na Zgrzytach, czy zaliczył sesję i czy ma zamiar się jeszcze do mnie kiedyś odezwać. Nie obchodzi mnie to, bo ja nie mam zamiaru się do niego odzywać. A jak go zobaczę na jakimś koncercie, to odwrócę się w drugą stronę, tak jak on się odwrócił ode mnie miesiąc temu. Koniec z dobrą dziewczynką, która zawsze wszystko przebacza.

I jak mam sie, kurwa, nie stresować?! Jestem zestresowana jak nigdy. I nic się nie układa. Wiedziałam, że ten rok będzie beznadziejny. Witamy w osobistym piekle.

Add comment luty 5, 2008

my lips may promise but my heart is a whore

oczywiście, życie, musiał na święta komputer paść i dopiero teraz mogę odpracować moją nieobecność.

Zawsze, gdy ktoś mnie pyta o najlepszy okres w życiu, odpowiadałam, iż był to 1999 rok. Teraz jak ktoś mnie o to zapyta, odpowiem “1999 i 2007″ :) Ten rok przyniósł mi tyle wspaniałych rzeczy, wydarzeń, dzięki którym stałam się silniejszą osobą, bogatą w nowe doświadczenia, podchodzącą teraz do niektórych rzeczy z odpowiednim dystansem.

Upewniłam się w założeniu, że:
nie należy ufać ludziom,
przyjaciół posiada się tylko wtedy, gdy jest dobrze, ale jak coś zaczyna się psuć, odchodzą,
niczego nie należy być w życiu pewnym,
“każda mijająca minuta, to szansa na to, by coś zmienić”,
nie można uratować kogoś, kto tego nie chce,
Warszawa zamienia ludzi w skurwieli, wampiry, żerujących na ludzkich uczuciach,
“my lips may promise but my heart is a whore”,
“mam zbyt wiele problemów ze zbyt szybkim i namiętnym zauraczaniem się”,
jestem bardzo niezdecydowana,
ludziom zbyt łatwo przychodzi opuszczanie mnie,
nie potrafię mieć prawdziwej przyjaciółki, bo dziewczyny mnie raczej nie lubią,
przyjaźń między chłopakiem i dziewczyną nie jest możliwa, nie z mojej winy,
ludzie postrzegają mnie jako ciągle uśmiechającą się osobę,
bycie przeciętną mnie przygnębia,
nie chcę dawać ludziom drugiej szansy, mają jedną i od nich zależy jak ją wykorzystają,
najlepiej czuję się jak jest ciemno,
gdy jedne kompleksy mnie opuszczają, inne się potęgują,
muzycy mają na mnie dziwny wpływ,
faceci myślą tylko o jednym,
jeszcze nie wyrosłam z Laguna Beach i kocham high school drama

najlepsze piosenki tego roku:
The Fashion “Like knives”
Alexisonfire “You burn first”
Neuropathia “your last hope”
Queens Of The Stone Age “The Bronze”

To chyba wszystko, jeśli chodzi o tamten rok. I już wiem, że ten nie będzie taki kolorowy. Na same rozpoczęcie, osobą, którą uważałam za jedną z moich najbliższych przyjaciół, oznajmiła mi, że coś się między nami popsuło, że musi wszystko przemyśleć i odpocząć ode mnie. Nie wiem, myślałam, że przyjaciele tak nie postępują. Chociaż zważywszy na nasze ostatnie kłótnie, (których nie nazwałabym kłótniami, tylko obrażaniem się na mnie za tak błahe rzeczy, że aż żal o nich wspominać) to może on i musi ode mnie odpocząć. A może dlatego, że widział mnie z chłopakiem. Tak prawdę mówiąc, zawsze jak mnie widzi z jakimś chłopakiem, to się obraża, nie odzywa, ale też udaje, że jest wszystko w porządku. Chyba w końcu przestał udawać przynajmniej, że jest ok. Plus Tobie S. I w ten właśnie sposób została obalona moja teoria, że przyjaźń między chłopakiem i dziewczyną może istnieć.
W ogóle lepiej chyba nie mieć przyjaciół, bo zawsze coś wychodzi z nimi nie tak.

Add comment styczeń 6, 2008

Previous Posts


Tagi

birthday bitch chicks club cyfry cytaty film fuck gitarzysta Karuś koncert love men moje teorie muzyka noc przyjaciele rodzice studia trelemorele